Wielkość ma znaczenie

Będąc gościem na różnych konferencjach, seminariach i innych edukacyjnych zjazdach obserwuję sobie jak internet jako medium wykopuje sobie drogę w świadomości marketingowców. Oczywiście jest coraz lepiej i coraz więcej firm rozumie, że internet to coś więcej niż tylko maile i mailing z ofertą sprzedaży…baa, nawet blogi są traktowane coraz bardziej poważnie - jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.
Jednak cały czas w kontekście internetu mówimy ciągle o rewolucji, nowym podejściu, czy (mając w pamięci panel dyskusyjny na kongresie PR w Rzeszowie 2006) – niektóre firmy cały czas przygotowują się na nadejście internetu.
Wysnułem sobie małą nieśmiałą teorię, że internet jako medium będzie wykorzystywany w pełni świadomie i zrozumiale dopiero wtedy, kiedy nauczymy się poprawnie pisać nazwę tego medium. No bo czym tłumaczyć tekst typu „kampania obejmie telewizję, prasę i Internet”…

Wielką literą piszemy m.in. „Imiona własne bogów oraz jednostkowych istot mitologicznych” – cytat z PWN. I tak czasem sobie myślę, że ten cały internet, to dla niektórych niezrozumiała istota mitologiczna. Oczywiście nie chcę tutaj tworzyć nowych reguł czy ustalać nowych zasad – wiadomo i „internet” i „Internet” są pisane prawidłowo w zależności od kontekstu. Tylko że chyba ludziom marketingu, wymieniającym jednych tchem media użyte w kampanii nie przystoi „internetu” nazywać „Internetem”.

Jeden z dyrektorów z Onetu przywala po premii (przynajmniej tak deklaruje), jeśli pracownicy portalu wyjadą z „Internetem” – nie wiem czy to prawda, może znacie kogoś kto dostał za to po premii? W każdym razie słyszałem to stwierdzenie parę razy z jego ust.

Za podejście do internetu „na kolanach” ma również swój duży wkład Word… którego autokorekta z uporem maniaka poprawia „internet” na „Internet” i za cholerę przekonać się nie da. Więc tylko naprawdę uświadomieni stają do walki o traktowanie internetu jako takiego samego medium jak radio czy telewizja.

To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy firmy z automatu stosują jakieś swoje przyzwyczajenia. Przygotowując różne materiały dla prasy branżowej, studium przypadków itp. często dostaje opisy kampanii, a w nich na kolanach prawie, z uporem maniaka jest Klient. I za nic nie dają się przekonać, że Klient powinien być klient. Rozumiem w korespondencji do klientów, jako motto wykute nad wejściem do firmy – no problem, Klient jest Klient… ale w opisie kampanii czy fachowym tekście, gdzie klient to już tylko statystyka? Tego nie mogę zrozumieć. W dalszym ciągu wielkość ma znaczenie.
      0 
Panie Macieju, wez Pan sobie poszukaj na googlach jaka jest roznica pomiedzy internet, a Internet. Nie zawracaj glowy ludziom takimi bredniami.
           

CAPTCHA
Maciej Budzich

Maciej BudzichMaciej Budzich jest fanem mediów - mediafanem oraz grafikiem-freelancerem. Przez 4,5 roku był dyrektorem artystycznym magazynu Brief. Obecnie prowadzi blog o mediach i reklamie blog.mediafun.pl oraz wydaje elektroniczny "mediafun magazyn".

Nasze wiadomości w Twojej skrzynce, codziennie po 10:00