Mobilne media w demokracji

Przyglądam się kampanii wyborczej asów naszej sceny Tu dodam, że z zażenowaniem, oczywiście. I przypominam sobie debatę Kwaśniewski - Wałęsa z 1995 roku, która porwała miliony telewidzów w czasach, kiedy o Internecie śniło się wówczas nielicznym, a o telefonach komórkowych, które kosztowały tyle, co dobry samochód, pomarzyć mogła raczkująca w Polsce klasa biznes. Minęło 12 lat. Nasza scena polityczna niezmiennie dostarcza nam uśmiechu przez łzy, jednak do nowych mediów elektronicznych, które w odróżnieniu od polskiej polityki, wyszły z jaskini i rozwinęły się nieprawdopodobnie przez ten czas, mam ogromny żal...
O to, że nie uczestniczą w budowaniu demokracji. Opowiadają o niej, są nośnikiem informacji, ale nie narzędziem, które w bezpośredni i w pełni prawny sposób pozwala zabrać głos w wyborach. A szkoda.
Dyskusja na temat tego, czy opłacalne jest budowanie specjalnego systemu komputerowego dla ok. 2 mln emigrantów w Wielkiej Brytanii, by mogli zagłosować, jest żenująca, zarówno w treści, jak i formie. Oczywiście, że system taki winien powstać i to jak najszybciej! Ale miast uprawiać polityki, wolę skupić się na mediach w kampanii wyborczej. Odważę się stwierdzić, że nie ewoluowały one od 1995 roku, mimo tego, że bieg informacji jest znacznie szybszy niż w czasach raczkującego internetu, systemów Windows 95 i ceglastych telefonów komórkowych. przez 12 lat twórcy nowych technologii nie zrobili niczego, by pozwolić mediom na ewolucję. W takim wymiarze, by stały się one narzędziem demokracji usłużnym nie elitom rządzącym, które grają na nich, lecz wyborcom.

Ostatnia debata Jarosława Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego, prócz żenujących elementów tragifarsy polskiej sceny politycznej, była dla mnie obrazem stagnacji rynku teleinformatycznego. Co z tego, że w sondażach oceniających debatę udział brały e-maile od internautów oraz SMS-y Premium Rate. Tylko na tyle pozwoliło 12 lat hiper dynamicznego rozwoju nowych mediów i technologii teleinformatycznych?

Jak wyobrażam sobie udział nowych mediów mobilnych w demokracji przyszłości, czyli czasach, kiedy pewnie będę już starcem? Media będą nie tylko nośnikiem informacji, ale i narzędziem stanowiącym o woli wyborców - czytaj - użytkowników nowych mediów. Oczywiście, konsekwentnie i być może do znudzenia twierdzę, że będzie się to działo za sprawą mikrochipa, który w elektroniczny sposób zdefiniuje użytkownika nie tylko względem komunikacji mobilnej, lecz także pozwoli na autentykację cyber-Kowalskiego w procesie elektronicznych wyborów. Tego oczekuję od podobno tak dynamicznie rozwijającego się sektora teleinformatycznego, a nie polemik na temat tego, czy warto tworzyć serwis wyborczy dla emigrantów, czy też nie.

Co media dały wyborcom, którzy - w moim mniemaniu - zmarnowali swój czas podczas oglądania debaty Kaczyński - Kwaśniewski? Nic. Nie wykreowały nowego wizerunku któregokolwiek z polityków, a jedynie utwierdziły nas o dnie, a raczej 10 metrach mułu, jaki osiągnęła polska scena polityczna. Czas to zmienić. Prócz tego, że blisko 10 milionów Polaków zasiadło przed telewizorami, tak naprawdę nie stało się nic. Żaden z nich nie miał możliwości zadania pytania gościom. I to błąd! Dlaczego żaden ze współczesnych wydawców dużych portali internetowych nie wpadł na pomysł przeprowadzenia debaty poprzez Skype czy inne narzędzia głosowej komunikacji internetowej? Zaniedbanie... Do tego nie trzeba fantazji o chipie, lecz chęci stworzenia całkiem nowej jakości debaty. E-debaty! Spotkania polityków z ludem w skali makro! Wierzę - być może
naiwnie, że ktoś już niedługo wyciągnie z tego wnioski...
Hmm nic dodać nic ująć.Dobrze to ująłeś.
         
Wojcich Andrzejewski na prezydenta! :D
           

CAPTCHA
Wojciech Andrzejewski

Wojciech AndrzejewskiDziennikarz i felietonista magazynu nowoczesnych technologii "Mobile Internet". Redaktor prowadzący portal www.mobile-internet.pl. Dziennikarz Tygodnika ANGORA. Wydawca i redaktor portalu Ekologiczni.pl. Teoretyk i praktyk nowych mediów.

Nasze wiadomości w Twojej skrzynce, codziennie po 10:00