Nadciąga drugi potop?

Nie sądzę, by spełnił się czarny scenariusz, o którym pisze Pierre Levy, jakoby nadchodził czas drugiego potopu. Potopu informacyjnego, przed którym czas budować nową barkę. Nie. To się nikomu nie opłaca. Człowiek ukochał media bardziej niż Bóg ukochał ludzi, by je zgładzić. Dlatego więc pozwolę sobie na optymizm, mimo iż twierdzę, że my już się topimy...
Czy aby na pewno wszystkie informacje, jakie do nas docierają, są przez nas pożądane? Wracając z redakcji, zostałem zmuszony do wysłuchania informacji radiowej na temat kolejnego krachu na taiwańskim rynku drobiu. Mimo, że guzik obchodzi mnie tenże rynek, odniosłem wrażenie, że współczesne media zalewają nas hektolitrami informacji, których nie chcemy przyswajać. Pochyliłem głowę nad teorią informacyjnego potopu, jaką głosi wybitny filozof i teoretyk mediów - Pierre Levy. Według niego, czas jest budować medialną barkę. Według mnie czas zarządzać informacją, by nie była uciążliwa, a w efekcie całkowicie zmienić model i strukturę mediów...
Albert Einstein powiedział kiedyś w jednym z wywiadów, że w wieku XX wybuchły trzy potężne bomby: demograficzna, atomowa i telekomunikacyjna. O ile skutki bomby demograficznej i atomowej są dawno już za nami, wydaje mi się, że najsilniej dają nam się we znaki skutki wybuchu bomby telekomunikacyjnej, wszak promieniowanie wciąż eskaluje. W efekcie, rozwój współczesnych mediów – zwłaszcza nowych, przypomina mi coraz bardziej rozpędzający się pociąg, mknący po szynach globalnej wioski. Informacja goni informację, plik ściga się z plikiem, cyfryzacja przekazu rodzi nowe hiperteksty, a umysły ludzi faszerowanych nowymi informacjami, z coraz większym trudem przyjmują nowe dane, niczym pozapychane serwery.

Kilkadziesiąt lat temu, za czasów pierwszych zecerów, o informacjach jakie pojawiały się w lokalnej czy krajowej prasie dyskutowano tygodniami, a przynajmniej dniami. Dziś, z uwagi na zalew i prędkość przepływu informacji – tekstów, obrazów i dźwięków, nikt już nie pamięta o wiadomości, którą słyszał rano np. jadąc do pracy samochodem. Podejrzewam, że gdyby nie kartka, jaką pospiesznie zapisałem w samochodzie „Tajwan, kury, Media2.pl, Levy”, zapomniałbym o tym temacie. Dlaczego? Bo toniemy w hipertekstach. I co gorsze, nieświadomie.

Z jednej strony nie wyobrażam sobie powrotu do czasów wspomnianych zecerów. Epoki jednej słusznej telewizji, Wyrzeczenia się dobrodziejstwa internetu. Z drugiej, zauważam, że współczesny człowiek – odbiorca mediów, ma coraz mniejsze szanse w uchronieniu swojego dysku przed informacyjnym spamem, a jego bezbronność będzie trwała tak długo, jak długo albo media nie zmienią sposobu zarządzania informacją i wybierania naprawdę ważnych newsów, albo do czasu, aż człowiek nie zacznie swoimi myślami zarządzać o tym, jakie informacje mają do niego docierać.

Jedno i drugie rozwiązanie wiąże się z cenzurą. Pierwsze, poprzez selekcję materiałów w redakcji. Drugie poprzez autocenzurę i odcinanie się od pewnych informacji, do czego z pewnością doprowadzi rozwój technologii i chip, w stronę którego tak konsekwentnie zmierzam w swoich felietonach, wszak wierzę, że pewnego dnia technologia pozwoli ludziom komunikować się myślami na globalną skalę.

Wyobrażam sobie, że powstanie wówczas swego rodzaju sieć kanałów informacyjnych, podobna do współczesnych systemów RSS, a ludzie, będą mogli selektywnie dobierać treści, jakie futurystyczne media będą do nich dostarczać. Pewnie powiecie, że brzmi to nieco futurologicznie, może jak z opowiadania fantasy, ale ku temu zmierza rozpędzony pociąg zwany mediami.

Nie sądzę, by spełnił się czarny scenariusz, o którym pisze Pierre Levy, jakoby nadchodził czas drugiego potopu. Potopu informacyjnego, przed którym czas budować nową barkę. Nie. To się nikomu nie opłaca. Człowiek ukochał media bardziej niż Bóg ukochał ludzi, by je zgładzić...
Dlatego więc pozwolę sobie na optymizm. Jestem pewien, że powstanie nowa technologia, która uporządkuje media, a w szczególności miliardy informacji, jakie przez nie przepływają każdego dnia. Zmieni media – i tutaj będę radykalny – integrując wszystkie dostępne środki przekazu w jedną, elektroniczną platformę. Twierdzę więc, że musi powstać jeden portal, który zgodnie z zasadami globalizacji, wchłonie małe media zgodnie z prawami przyrody – większy i silniejszy wygrywa. To jedyny scenariusz, jaki pozwoli uporządkować docieranie informacji do chipów, jakie za jakiś czas będą terminalami łączącymi ludzi ze światem. Przewiduję, że system ten tylko wtedy działać będzie, jak współczesny czytnik RSS. Bo jak można subskrybować wiadomości medium, o którym nie ma się pojęcia. Ta brutalna kanibalizacja małych małych mediów przez wielkie jest nieuchronna. Doświadczam tego jako wydawca niewielkiego portalu. Choć jak mogę staram się dostarczać swoim czytelnikom wieści na temat ekolifestylu, wielkie, bogate agencje prasowe robią to tysiąc razy lepiej. I choć mediów podobnych mojemu jest wiele, a każde z nich walczy o miano najbardziej wiarygodnego, prawda jest taka, że wszystkie „maluchy” prędzej czy później skończą w żołądku wielkiego giganta. Ten proces będzie trwać latami, aż do czasu, gdy powstanie jedno globalne medium, które pozwoli użytkownikom chipów na pełną swobodę w doborze treści, jakie będą do nich docierać. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że informacja ma swoją wartość i cenę, bo gdy jadę samochodem i dociera do mnie niechciana wiadomość o rynku drobiu na Tajwanie, to dla mnie ma ona taką samą wartość, jak zużyta chusteczka do nosa. To zaś znaczy, że wydawca medium wyrzucił pieniądze kupując informację, która mnie nie interesuje. Czy nie?

Nie jest prawdą co pisze Levy, jakoby nadciągał drugi potop. To bzdura. Levy się spóźnił, bo ja twierdzę, że my – odbiorcy mediów, już dawno taplamy się w potokach niechcianych informacji, których niestety przybywa. Dlatego zmieniamy media. Globalizujemy tytuły, czego przykładem jest chociażby najnowszy twór – dziennik „Polska”. Żyjemy lokalnie, ale myślimy globalnie. Gdy już tymi działaniami wygrzebiemy się z potopu, świat mediów będzie wyglądał inaczej. Tak, jak pisałem. No chyba, że twierdzicie inaczej...
      0 
Jest w tym sens. Ale trochę przeraża mnie wizja jednego medium. To smutne ale przekonal mnie pan ze kiedyś tak sie stanie... :-/
           
      0 
tak ,sądze inaczej jesteśmy juz na etapie potopu , ogarnia nas morze informacji jednak każdy ma prawo do informacji , nadawcom ,dziennikarzom trudno jest (wręcz niemożliwe ) przekazanie takiej informacji która zaspokajałaby potrzeby kazdego uczestnika "słuchowiska". Do tego celu słuzą kanały tematyczne. Jeżeli mówimy juz o potopie to ja mowie: Obecnie mamy strumienie informacyjne (rzeki ) i morze informacji . Jeżeli kazdy z nas wystąpi z morza i wejdzie do właściwej rzeki z pewnością sie nie utopi . Rozwoj telekomunikacyjny wzbogaca nasz obszar zainteresowań, żłobi nowe strumienie, nowe rzeki urozmaica nowymi gatunkami "ryb" . Dla kazdego coś miłego , każdy z nas jest wedkarzem .
           

CAPTCHA
Wojciech Andrzejewski

Wojciech AndrzejewskiDziennikarz i felietonista magazynu nowoczesnych technologii "Mobile Internet". Redaktor prowadzący portal www.mobile-internet.pl. Dziennikarz Tygodnika ANGORA. Wydawca i redaktor portalu Ekologiczni.pl. Teoretyk i praktyk nowych mediów.

Nasze wiadomości w Twojej skrzynce, codziennie po 10:00