Kilka dni temu polskie media obiegła informacja, jak to 53-letnia kobieta - doktor inżynier razem ze wspólnikiem (lub wspólnikami) obrobiła bank przez Internet na 6 milionów złotych. Najpopularniejszy tygodnik w Polsce poświęcił nawet tej sprawie 1,5 strony.
Cała procedura wyglądała następująco: Pani doktor zakładała konta w Polbanku od razu z usługą bankowości internetowej, następnie robiła przelewy z jednego konta na drugie i od razu je anulowała. W takim wypadku stan konta pozostawał w niezmienionej formie, ale bank pieniądze przelewał.
Pani doktor, jak twierdzi jej syn, wcale nie jest hackerem, a wręcz cechuje się podstawową wiedzą na temat obsługi komputera. O tym sposobie, jak sama mówi, usłyszała od kogoś. Teraz grozi jej 10 lat więzienia.
Oczywiście mamy tu do czynienia z ewidentnym oszustwem. Przedstawiciele banku powiedzieli, że była to luka w ich systemie elektronicznym, natomiast ten najpopularniejszy tygodnik nazwał to "drobnym błędem w systemie bankowym". Moim zdaniem błąd mierzy się stopniem zagrożenia, w tym przypadku było ono bardzo duże (w końcu wyciekło 6 mln), a nie ilością linijek, których zabrakło w skrypcie.
Nietrudno znaleźć winnego całej sytuacji - jest to informatyk tworzący system bankowości elektronicznej, przecież pani doktor "legalnie" obrobiła bank, nie włamywała się do żadnej sieci! Polbank powinien mieć przede wszystkim pretensje do firmy, która stworzyła im takie dziurawe oprogramowanie i najpierw ukarać ją.
Oczywiście media tego problemu nie zauważyły, bo równałoby się to z nagłówkiem: "Zostawił otwarte drzwi do domu i go okradli" - czy to nie brzmi absurdalnie? Dobrze, że ten informatyk stworzył im historię logowań i dokonywanych przelewów, a także zapisywał IP, inaczej wtedy to by była buba.
5 grudnia 2008, 20:42:28