Czy w dobie tnących koszty, a czasami padających na twarz kolejnych prasowych tytułów, możliwa jest zmiana modelu biznesowego gazet? Czy staną się w przyszłości instytucjami zaufania publicznego? Możliwe. A zaczęło się w Oakland Press.
Kiedy czytamy newsy o rosnących od nowego roku
cenach gazet, na myśl przychodzi już tylko jedna, stara śpiewka - kryzys, panie, a poza tym rola prasy papierowej sukcesywnie spada na łeb na szyję.
Masowe zwolnienia w Agorze zdają się potwierdzać tę tezę. Parafrazując słowa ministra Sikorskiego można rzec, że internet właśnie dorzyna prasową watahę. Brzydko, prawda?
Nie wszędzie jednak takie postawienie tematu jest wersją obowiązującą. Fakt, że współpraca pomiędzy papierowymi gazetami, a sferą sieciową będzie się zacieśniać, jest bezsprzeczny. Konwergencja mediów to wręcz słówko-wytrych ostatnich miesięcy. Rośnie rola blogerów, dziennikarzy-amatorów z komórkami w dłoniach. Tak zwani Mojo (mobile journalists) coraz częściej stanowią mainstream twórców newsów. Nawet dziennikarze Reutersa wyposażani są w
Nokie N82 w celu lepszego uprawiania mojo. W TVN24 filmy przysyłane przez widzów na platformę "Kontakt" to już standard. Telewizje są więc krok z przodu. Co w takim razie z prasą, która zdaje się być uwięziona w ciasnych okowach solidarności zawodowej piszących tam autorów (vide ostatnia awantura o przyznanie nagrody "Dziennikarza Roku' Bogdanowi Rymanowskiemu z TVN24 zapoczątkowana przez tekst Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej)? Czy jest skazana na zwolnienia, podnoszenie cen - a w efekcie stopniową utratę czytelników?
Ciekawe rozwiązanie problemu, przed jakim staje współczesna prasa, przynosi przykład amerykańskiej
Oakland Press (z kraju, gdzie całe dzienniki
przenoszą się do sieci!) która właśnie otworzyła w swoich podwojach
specjalne biuro przeznaczone dla... dziennikarzy obywatelskich! Jaka dewiza przyświeca pomysłodawcom tej zacnej inicjatywy? Bardzo prosta - jeśli uważasz, że pewne lokalne i nie tylko sprawy jesteś w stanie wyjaśnić i opisać lepiej niż my, to przyjdź i po prostu to zrób! Proste? Oakland Press oferuje więc każdemu, kto tylko zechce - od ucznia po emeryta - wszelkie możliwości współpracy, łącznie z krótkim szkoleniem (także w formie wideo) na temat schematu informacji, również np. sportowych. Wygląda to na znane nam wszystkim warsztaciki dziennikarskie urządzane przez lokalnych dziennikarzy dla autorów gazetek szkolnych. Tylko, że w tym wypadku mówimy o pełnoprawnym tytule i pełnoprawnych informacjach od obywateli.
Oczywiście autorzy muszą się stosować do wspomnianej instrukcji. Jakiś porządek musi rzecz jasna obowiązywać. Ale jeżeli materiał okaże się wartościowy, trafia na łamy internetowego, bądź, co najważniejsze, papierowego wydania Oakland Press. Niektórzy autorzy stają się w ten sposób stałymi współpracownikami i - dzisiaj, w dobie "kultu amatora" - dziennikarzami tej gazety. Co ciekawe, nie jest to jakaś skrócona wersja kursu dziennikarskiego, a zbiór zasad, które respektuje sama redakcja. Żadnych tajemnic, moralizowania, ewangelizowania. Po prostu - dajemy wam swoją wiedzę, z której sami korzystamy, a teraz zróbcie to wy, dla dobra wspólnego. Typowa sytuacja, w której wygrywa każdy. A szczególnie dziennikarze obywatelscy, którzy mają szansę podnieść swoje umiejętności. Jest to niewątpliwie świetne rozwiązanie - nie dość, że edukujące społeczeństwo, to jeszcze zbliżające je (i vice versa) do światka dziennikarzy. Dziennikarze budują z ludźmi zaufanie od podstaw, korzystając z wzajemnych relacji. A że zaufanie to podstawa sprawnie funkcjonującej, nowoczesnej machiny społecznej, to wiemy już od prof. Sztompki.
To wszystko tworzy zbiorową redakcję, która jest na bieżąco wszędzie - na miejscu wypadku, w sklepie z bułkami, w przedszkolu. Swoisty rodzaj kawiarni, w której można podzielić się nowinkami. Kawiarni rozproszonej, a jednocześnie skupionej wokół pomieszczenia dla dziennikarzy obywatelskich, gdzie wszelkie newsy z terenu spotykają się i są według fachowych reguł obrabiane.
Taki związek społeczeństwa z dziennikarzami może być również zalążkiem nowego modelu biznesowego dla gazet. Bo skoro te nie mogą sobie poradzić na rynku, muszą zwalniać pracowników, podwyższać ceny, to niech będą instytucjami zaufania publicznego. Niech budują swoją pozycję rynkową razem z obywatelami i czytelnikami. I być może to jest wielka rola internetu w przyszłości?
Komentarze (2)
08 stycznia 2009, 14:35:47
Do brukowców takie tematy się nadają. Tylko po co się mordować, jak można "zrobić" zdjątko w fotoszopie i dorobić jakieś wyssane z palca bzdurki ?
Aby zdobyć naprawdę interesujący, frapujący matariał potrzeba profesjonalnego sprzętu, kasy, wtyczek w policji, CBA, ABW albo MSWiA. I mieć jaja ze stali.
09 stycznia 2009, 10:29:53
Tu chodzi właśnie o dziennikarstwo amatorskie, lokalne, mniejsze. Co nie znaczy, że mniej ciekawe! Ba, wręcz przeciwnie! Myślę, że to właśnie zwykli ludzie doświadczają i są najbliżej problemów, które otaczają daną społeczność lokalną (lokalna w szerokim rozumieniu, bo mieszkańcy NYC też należą do jakiejś lokalnej społeczności - mieszkańców NYC w USA :P). I coraz częściej ludzie wolą przeczytać coś, czego autorem jest człowiek, który nie tylko zbadał temat profesjonalnymi narzędziami dziennikarstwa ale też żyje nim i w nim. I sam do takich ludzi należę, bo wiem, że jaki by dziennikarz nie był dobry i jakich by narzędzi nie wykorzystał, to jednak w wielu wypadkach tylko przekaz z pierwszej ręki będzie dla mnie interesujący i wartościowy!
Ach, jeszcze jedno - nie tylko dziennikarze z zawodu i doświadczenia mają "wtyczki" i profesjonalny sprzęt! :)