Standard mediów 2009 po uderzeniu pałką

Wiosna, wiosna - może to ona spowodowała senną i rozluźnioną atmosferę konferencji Media Standard AD 09, która odbyła się w Agorze w dniach 2-3 kwietnia 2009. Albo chyba szok pourazowy…
Miałem nieodparte wrażenie, że wiele osób obecnych jakby nie mogło otrząsnąć się z szoku. Szoku przyspieszenia kryzysu mediów, spadku budżetów, spadku oglądalności/czytelnictwa i zmiany konsumpcji mediów. To, co przez lata "kapało kropla po kropli", od października 2008 nabrało 10-krotnego przyspieszenia. Śmiem zaryzykować tezę, że obecna sytuacja po roku czasu będzie skutkowała takimi zmianami, jakie zaszły wcześniej przez dekadę. To ten "zły" Internet pognębił media?
Niekoniecznie. Rok temu, po kolei – na podobnym spotkaniu szefowie największych mediów twierdzili, że jeszcze nigdy nie było tak dobrze, że przychody są na rekordowych poziomach i w ogóle mamy do czynienia z "erą dobrego samopoczucia". To samopoczucie stopniało, jak alpejski śnieg w podmuchu wybuchu bomby atomowej. Ograniczenia w budżetach reklamowych najszybciej dotknęły media papierowe i radio. Te media, które przygotowały się, zdygitalizowały, połączyły swoje newsroom’y, wykorzystują w pełni efekty i dobrodziejstwa prawdziwej synergii, są dzisiaj w miarę bezpieczne. Inne, czekają praktycznie na wyrok, który dokona się na dniach, tygodniach… i nie jest to tylko polskie zjawisko. Przykładów mamy naprawdę wiele, codziennie.

Rok temu rozmawiano jak ważne są prawa autorskie, kontent (który miałby jakoby być królem), szybkości newsów i rzetelności artykułów. Czego dowiedzieliśmy się tym razem? Że "dziennikarz jest producentem" a nie twórcą czy misjonarzem jak kiedyś. Że redakcje mają przynosić mix newsów, filmów video i zdjęć, przez konwergencję mediów. Że to "oglądalność" lub UU jest królem. Nagle okazało się, że jest to możliwym, a wręcz wskazanym, do przetrwania na rynku. Rok temu jeszcze budziło u niektórych uśmieszki politowania. Zastanawiano się jak zaprzyjaźnić się (?), lub być może stać częścią blogów. Trochę za późno…

Jako receptę na sukces, lub raczej przetrwanie w trudnym 2009/2010, pokazano jedynie słuszne rozwiązanie. Oddzielić piony Internetu od pozostałej, "starej" części wydawnictw, radiostacji czy stacji TV. Umocować osoby odpowiedzialne za strategię internetową pod zarządem i dać im pełną autonomię. Normalnie zakrzyknąć należałoby – EUREKA! Gdyby nie to, że nie można wydzielać Internetu i spychać pozostałą część mediów w koncernach mediowych do roli skansenów starych, marginalizujących się mediów. Wszystkie media powinny razem przenikać się, jeśli mamy mówić o prawdziwych efektach i dobrodziejstwach KONWERGENCJI!
Symptomatyczny był szerszy brak przedstawicieli portali, TV czy radiostacji wśród prelegentów. Na sali konferencji jakby też "drugi garnitur" specjalistów. Gdzie były osoby decyzyjne, wizjonerzy, którzy mają nadać nowy kształt naszym mediom? Organizatorzy nawet informowali w trakcie, że zaproszenia poszły jakby w próżnię. Szkoda, naprawdę szkoda. A może właśni, teraz podejmują kluczowe decyzje, które zmieniają rynek mediowy w Polsce?

Powinienem teraz opisać prezentacja po prezentacji, ale jakby nie było energii, nie było wizji, która przebijałaby się i pochwyciła osoby obecne. Których notabene nie było jakoś dużo (drugiego dnia prawie połowa sali była pusta). Nie stawili się też wszyscy prelegenci, nie znam powodów, ale na pewno nie było to budujące.
W mojej pamięci i uwadze zaistniały tylko dwie prezentacje – Krzysztofa Urbanowicza oraz Macieja Budzicha. Dwa dni i dwie prezentacje? Można było jeszcze zawiesić oko na jednej, góra dwóch prezentacjach. Ale to chyba za mało jak na kilkanaście godzin konferencji.

Pierwszy z nich plastycznie i dokładnie przedstawił przygotowanie do wyzwań koncernów medialnych w Polsce. Wyzwań związanych z inną konsumpcją mediów i spadkiem dochodów mediów, digitalizacją społeczeństwa. Zgodzę się, że poza ITI i Agorą, reszta ma naprawdę wiele do nadrobienia. Natomiast "tzw. trzecia liga", w większości zapłaci wysoką cenę zaniechań.

Drugą prezentacją, a raczej "szoł", było wystąpienie Mediafun’a. Było to zderzenie w pełnym tego słowa znaczenia: utartych schematów postępowania i nowej, dynamicznej sztuki dziennikarskiej. Być może nie wszystkim się podobającej, ale poruszającej się we sfragmentyzowanym środowisku mediowym. W którym nie ma już jednowymiarowego komunikatu. w jednym dostępnym kanale, ale multiplikującej się informacji, contencie docierającym do konsumenta dokładnie wtedy, gdzie i jak chce on go odbierać. To właśnie są blogi, VOD, łączone newsroomy i komunikacja via twitter.

Im szybciej i mocniej zrozumieją to media, tym więcej z nich przetrwa. Badanie ADEX przedstawione przez Jarosława Sobolewskiego powinno być dokładnie przestudiowane na najbliższych spotkaniach zarządu kilku firm. Już za rok przekonamy się, czy podjęto właściwe decyzje. Czasu na przetrwanie zostało naprawdę niewiele.

BTW, znamiennym dla mnie było brak jakiejkolwiek transmisji online przez mikroblogi czy też blogi. Na takich konferencjach aż prosi się większą interakcję i wymianę myśli. Od kiszenia się we własnym sobie nie wyszło jeszcze nic dobrego.

Dodatkowe spostrzeżenia na temat konferencji przeczytać można na:
Indyk myślał o niedzieli...
oraz
Nigdy nie było tak dobrze
Media tradycyjne bardzo "powoli i ociężale" się digitalizują (por. http://webfan.pl/platne-gazety-online.html/comment-page-1#comment-57090 ). Do tego jakaś alergiczna niechęć papieru do internetu... Bardzo jestem ciekaw gdzie nas to zaprowadzi.
         
      0 
Organizatorom wyraźnie nie zależało na interakcji, wysoka zaporowa cena miała na pewno wpływ na ilośc osób uczestniczących i na brak relacji na żywo. Materiały nie są dostępne nawet teraz, po konferencji. Trzeba za nie słono zapłacic.
           

CAPTCHA
Jacek Gadzinowski

Jacek GadzinowskiEkspert komunikacji zintegrowanej. Wzmacnia synergię, by w efektywny sposób zbudować sprzedaż oraz emocje związane z marką. Zobacz blog Jacka Gadzinowskiego.

Nasze wiadomości w Twojej skrzynce, codziennie po 10:00