Wszystko wskazuje na to, że w końcu odwracają się rynkowe tendencje do produkowania urządzeń elektroniki użytkowej, w tym głównie podzespołów do komputerów stacjonarnych, o coraz większym zapotrzebowaniu na energię elektryczną. I wygląda na to, że powodem tego wcale nie jest (lub też nie tylko jest) spowolnienie światowych gospodarek.
Nastała moda na energooszczędność - teraz każdy producent elektroniki ma w swojej ofercie produkty, które w taki lub inny sposób (zazwyczaj "magiczny" i niewyjaśniony klientowi) potrafią lepiej niż dotychczas gospodarować konsumowaną energią. Ba!
W modzie są teraz także opakowania wykonane z materiałów wtórnych. Obiema tymi właściwościami w nowej serii pamięci
DDR2 chwaliła się ostatnio firma
GeIL (odsyłam do informacji prasowej o
GeIL Green).
Ciężko powiedzieć, ile w takich zabiegach jest tak naprawdę oszczędzania energii i środowiska, a ile wciskania ludziom kitu i wiosłowania z nurtem rynkowej mody. Nie zmienia to jednak jednego, istotnego faktu - coś w tym temacie w końcu zaczęło się zmieniać, a początki zawsze są trudne.
Cofnijmy się kilka lat - na rynku królują procesory
Intel Pentium 4 na rdzeniu
Prescott. Najmocniejsze modele charakteryzowały się współczynnikiem
TDP na poziomie... 115W! Z inżynierskim przybliżeniem można przyjąć, że zapotrzebowanie tego procesora na energię elektryczną = TDP. Dodajmy do tego jeszcze wydajną kartę graficzną, która zadowala się min. 150W (
GeForce 8800 Ultra konsumowała 175W), dwa dyski, każdy po około 20W, napęd optyczny, kości pamięci RAM i mniej "prądożerne" podzespoły... ktoś podliczył? Ile mamy razem? Strzelam, że będzie tego z 500W. Oczywiście, nie mówię tutaj o najtańszej wersji komputera z tamtej epoki, ale też nie o bardzo wydajnej konfiguracji - w niej pewnie znalazłyby się dwie współpracujące ze sobą karty graficzne czyli dodatkowe 150W więcej.
Nie bez powodu też, jeszcze do niedawna, producenci zasilaczy szczycili się konstruowaniem modeli o możliwościach dostarczenia nawet 1,5kW (1500W!) energii do podzespołów PC! Mam nawet na szafie jednego z takich smoków -
Tagana BZ1300 o maksymalnej mocy 1300W - dokładnie takiej samej jak czajnik elektryczny z kuchni. Jedyna różnica między nimi, niestety na korzyść czajnika, jest taka, że używam go w ciągu dnia znacznie krócej niż komputera...
Jak sprawa wygląda dzisiaj? Przede wszystkim, problem został zauważony przez producentów. A może raczej po prostu ich przerósł – układy o większym zapotrzebowaniu na energię trzeba przecież czymś zasilać i zapewniać im też odpowiednią temperaturę pracy = koszta, koszta, koszta!
Dokładnie od roku na rynku egzystuje platforma
Intel Centrino Atom, która doczekała się do tej pory kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset adaptacji w niewielkich komputerach przenośnych (
netbooki) i stacjonarnych (najbardziej znany przykład, to seria
ASUS Eee). Dwa miesiące temu firma
NVIDIA przedstawiła swoją wersję platformy z procesorem
Atom, o nazwie
Ion, wyposażonej w lepszy chipset z układem grafiki umożliwiającym całej platformie odtwarzanie materiałów wideo HD. Do tego jeszcze całkiem niedawno Intel wprowadził oficjalnie kolejne "atomowe procesory" - najbardziej energooszczędne z nich potrzebują do pracy zaledwie 1-2 waty.
Atom to nie jedyny zwrot akcji - w drodze są kolejne. Intel, IBM i ostatnio także w końcu i AMD, znów zmniejszają proces technologiczny w produkcji swoich układów (do odpowiednio: 35 nm, 28 nm i w przypadku kart graficznych AMD ATI: 40 nm), co przecież bezpośrednio przekłada się na mniejszą konsumpcję energii (i koszta).
Zaczyna się w końcu także doceniać istniejące od dawna mniejsze formaty płyt głównych - począwszy od
MicroATX, przez mój ulubiony format
Mini-ITX, a na Nano i Pico kończąc (3 ostatnie, a przede wszystkim Nano/Pico-ITX to domena jak na razie głównie firmy
VIA i jej bardzo energooszczędnych i miniaturowych produktów z rodziny
Epia - ale i na tym polu zaczynają stawiać pierwsze kroki inni producenci). Mniej drogiego, wielowarstwowego laminatu i mniejsze obudowy to przecież mniejsze koszta produkcji, a liczbę użytkowników, którzy wykorzystują więcej niż jeden port rozszerzeń na płycie głównej można liczyć w kilku procentach - większość podstawowych układów (dźwiękowy, karty sieciowe i coraz częściej układ grafiki) już się na niej znajdują.
Ostatnie tygodnie to także premiery pierwszych systemów all-in-one czyli komputerów "wszystkomających" w bardzo niewielkich rozmiarach (np.
ASUS Eee Box lub
Acer AspireRevo), a nawet zintegrowanych w dotykowych panelach (
Eee Top).
Dzieje się... i dobrze. A może i nie? Niestety, dopóki energooszczędność jest modą, a niewątpliwie jeszcze jest, dopóty za takie produkty wcale nie będziemy płacić mniej. Dochodzi tutaj do paradoksu - producent wytwarza coś znacznie taniej (niech mi ktoś powie, że wyprodukowanie 2x mniejszej płyty głównej nie jest tańsze!), "dokleja" etykietkę energooszczędności i winduje cenę do nienormalnych poziomów. Niech idealnym przykładem na potwierdzenie tego będzie aktualna cena
ASUS Eee Top ET1620, która u jednego z największych europejskich dostawców wynosi obecnie 490 € netto! Niestety, business is business! Doliczcie sobie, drodzy Czytelnicy, prowizję polskich sprzedawców i 22% VAT sami, bo mnie to przeraża -
za połowę tej kwoty można zestawić peceta o kilkukrotnie wyższej wydajności i z większym ekranem. Ale cóż, za rozmiary, energooszczędność (sic!) i dotykowy panel o kiepskiej rozdzielczości, trzeba płacić. W tym momencie mogę już chyba powtórzyć tytuł, tym razem w pełnej wersji:
Małe jest piękne i cholernie drogie!
Komentarze (6)
27 kwietnia 2009, 22:17:39
28 kwietnia 2009, 9:08:22
Poza tym, zasilacz kupujesz o mocy równej mocy chwilowej (zazwyczaj znacznie mniejszej niż maksymalnej) pracujących podzespołów czy taki, żeby był w stanie dostarczyć całkowitą moc wymaganą przez podzespoły w trakcie ich maksymalnego obciążenia?
O AMD C'N'C i Intel SS nie napisałem celowo... wyolbrzymiłem pewien problem, który niewątpliwie istnieje - podłącz sobie najprostszy miernik mierzący chwilową moc czynną i sprawdź ile potrzebuje jej Twój komputer w chwili spoczynku, bez obciążenia. Strzelam w 100-200W. Nie uważasz, że to jest dużo? Pod pełnym obciążeniem będzie tego 2x,3x więcej!
Ach! Coś jeszcze! W Polsce płacimy za moc czynną, a nie za pozorną (przynajmniej na razie, zaznaczam że dot. to użytkowników domowych)...
I coś jeszcze - charakterystyki zależności zapotrzebowania na energię od obciążenia dla żadnego z podzespołów w komputerze nie są liniowe, to tak na marginesie.
PS. Google może i jest kopalnią ale na Twoim miejscu nie opierałbym całego światopoglądu i wiedzy wyłącznie na źródłach internetowych. Jeżeli chcesz mogę odesłać Cię do kilku ciekawych pozycji książkowych na temat działania zasilaczy impulsowych, mocy czynnej, biernej i pozornej, a także do kilku źródeł testów zapotrzebowania na energię poszczególnych elementów PC.
09 maja 2009, 14:46:06
28 czerwca 2009, 15:42:18
Przyklad monitor mialem 22" LG i ciagnol mi 100watt, teraz kupilem 22" Dell G2210 Green 22" i ciagnie mi srednio 10watt. Kosztowal 2 razy drozej niz nie energooszczedny jednak po roku czasu bedzie tanszy niz bubel LG co ciagnol 100watt. Pozatym jak widze 1000watt zasilacze to jest to jasne ze tylko mlody gnojek moze taki potrzebowac zeby powiedziec ze taki potrzebuje. A czy wykozysta ? NIE
Pozatym jeszcze w kompie jest masa elementow ruchomych jak np wiatraki itp , ja mam wszystko pasywne i nawet z centymetra nie uslysze czy komp chodzi. A gosc z 1000wattowym zasilaczem i 10 suszarkami w kompie moze narazic sie na uszkodzenie sluchu.
28 sierpnia 2009, 16:35:10
02 października 2009, 17:10:53
jedyne co mnie denerwuje i wturza to to że jak wprowadzają nowy produkt to dopiero po sprzedaży dorabia sie do niego standardy kompatybilności z innymi urządzeniami.