Media branżowe informują o kontrowersjach związanych z reality show „Dorosły na próbę”. Od 3 czerwca będzie go emitować telewizja RTL. Podczas programu nastoletni uczestnicy mają zasmakować dorosłego życia - między innymi opieki nad dziećmi. Program jeszcze nie wszedł na antenę niemieckiej stacji, a już wywołuje emocje.
Przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za dbanie o prawa najmłodszych zapowiedzieli, że złożą doniesienie przeciwko rodzicom, którzy zgodzili się, aby ich dzieci pojawiły się w programie. Będą się również domagać odpowiedniego ukarania osób odpowiedzialnych za taki kształt reality show. Natomiast rzecznik RTL, Frank Rendez, twierdzi, że dla uczestników programu będzie to „socjalny egzamin dojrzałości”.
„Dorosły na próbę” to nie pierwszy program typu reality show, w którym pojawiają się dzieci. Był już „Kid Nation” emitowany w telewizji TVN jako „Republika małolatów”. Dzieci w wieku od 8 do 15 lat miały zbudować własną społeczność i samodzielnie sprawować rządy. Choć w Stanach Zjednoczonych program wzbudził duże kontrowersje, w Polsce przeszedł niemal bez echa. Być może dlatego, że TVN emitował go w piątki o 11.00.
Producenci reality show zazwyczaj deklarują, że nad uczestnikami programu będzie czuwać psycholog. W przypadku programu „Dorosły na próbę” dyskretną pieczę nad nastolatkami i dziećmi ma sprawować grupa psychologów, pedagogów i rodziców. W innym programie, „Boys and Girls Alone”, opieka nad nieletnimi uczestnikami reality show była jednak zbyt dyskretna, bo zachowanie dzieci pozostawiało wiele do życzenia i niektóre sytuacje stwarzały zagrożenie dla ich zdrowia.
Programy typu reality show powoli tracą widzów. Po fali popularności propozycji inspirowanych „Big Brotherem” nastąpił przesyt. Producenci programów telewizyjnych starają się zrobić jeszcze jakiś użytek z lekko zużytej formuły. Pojawiają się dwa podstawowe kierunki rozwoju reality show. Jeden polega na udowadnianiu, że tego typu programy mogą pełnić funkcję edukacyjną. Drugi opiera się na budzeniu sensacji i przełamywaniu kolejnych granic.
Wydaje się, że „Dorosły na próbę” żadnych granic nie łamie, a jednak coś tu nie gra. Można powiedzieć: to normalne, że nastolatki opiekują się dziećmi. To normalne, że dzieci są wykorzystywane w show biznesie; rodzice sami zabierają je na castingi do reklam, seriali, filmów czy programów rozrywkowych. Ale kiedy dzieci pojawiają się w reality show, wielu specjalistów podnosi sprzeciw.
Program „Dorosły na próbę” może pełnić rolę edukacyjną. Dla nastolatków biorących udział w programie pewnie będzie to ciekawe, a może i pouczające doświadczenie. Zakłada się, że reality show wpłynie na widzów w podobny sposób, jak na uczestników – w co wątpię, bo rzadko uczymy się na cudzych błędach. A co z dziećmi, którymi mają zajmować się nastolatki? Wystąpią w roli lalek uświadamiających trudy wczesnego rodzicielstwa? Jednak coś tu nie gra.
Komentarze (2)
20 maja 2009, 15:05:59
23 maja 2009, 8:50:34
Wydaje się, że „Dorosły na próbę” żadnych granic nie łamie, a jednak coś tu nie gra.
Oczywiście wszystko zależy od formuły danego reality show.
Nie trudno jest mi sobie wyobrazić reality show będące udoskonaloną formą np. "Domowego przedszkola", czy "5-10-15", poprzez dodanie elementów takich jak przebywanie ze sobą 24/7 - charakterystycznych dla reality show,
Myślę, że samo to kontrowersji jeszcze nie powinno wzbudzać, choć ktoś może mieć już zastrzeżenia.
Co innego natomiast wsadzenie dzieci w program typu np. BigBrother.
Nie chcę się tu zbytnio rozwodzić, nie mniej odpowiedź - by nie użyć słowa "prosta", raczej bez jakiegoś strasznie głębokiego przemyślenia, nasuwa się na usta:
Dzieci są bowiem zdecydowanie mniej dojrzałe emocjonalnie, często wypowiadają się zbyt prostolinijnie, ogólnie wykazują się mniejszą świadomością, co do przewidywania konsekwencji, jakie w przyszłości - mniej lub bardziej odległej, mogą ponieść za sobą pewne czyny, czy wygłoszone opinie.
Mnie absolutnie nie.
Według mnie tacy rodzice są nieodpowiedzialni.
Jednak jak czytamy, że reality show tracą na popularności, a wszyscy wiemy co ową widownie napędzało: emocje - przede wszystkim te negatywne, gdy dwóch lub więcej uczestników się ze sobą żre lub mówiąc ogólnie, się ze sobą nie zgadza, to niby czym tym razem producenci chcieliby "ująć" widzów?
Sielankowo-edukacyjnym charakterem programu???
Aż taki nie jestem, aby posądzić kogoś o perfidne i celowe działanie, którego efektem ma być zburzenie owego radosnego obcowania.
Nie mniej wcale wiele nie potrzeba, by nawet nie do końca świadomie, takim czy innym zadaniem wzniecić jedną niewinną "iskierką" zalążek" konfliktu.
Ktoś zapyta: co w tym złego?
Niech dzieci uczą się dyskutować, rozwiązywać problemy, dochodzić do konsensusu, przyjmować racje innych - ot poczuć się jak dorośli.
Ja jednak powrócę do jednego z moich powyższych akapitów:
Dzieci są bowiem zdecydowanie.... (patrz wyżej).
Zastanawiałem się przez chwilę, czy pozwolić sobie na poniższą - małą dygresję, którą absolutnie nie chcę, aby bezpośrednio została poczytana, jako analogia do powyższego tematu.
Nie mniej jak komuś emocji nie dostarczają już walki bokserskie, gdzie dwóch dorosłych ludzi świadomie okłada się na ringu w jasno sprecyzowanym celu, to niektórzy zaczynają poszukiwać większych wrażeń w np. ...walkach psów.
Wiem, że zbyt ostro poszedłem, dlatego proszę nie łączyć tego bezpośrednio z omawianym zagadnieniem.