FilmwebMedia11.11.2009 (17:20)13 komentarzy

Mój kumpel gwiazdor

Hollywood to, oczywiście, siedlisko wszelakiego grzechu, ale któż z nas nie chciałby tam zamieszkać – jeździć sportowym samochodem do modnych klubów, być za pan brat z największymi gwiazdami show biznesu, wydawać lekką ręką tysiące dolarów i podrywać piękne kobiety.
Namiastkę tego wspaniałego świata stanowi emitowany u nas na HBO 2 serial komediowy "Ekipa". Jego bohaterowie to czterej przyjaciele pochodzący z nowojorskiej dzielnicy Queens. Jeden z nich stał się gwiazdą filmową, a ponieważ nie chciał samotnie korzystać z dobrodziejstw Fabryki Snów, zabrał ze sobą do Los Angeles swoich kumpli. Inspirację dla scenarzystów stanowiły wybryki aktora Marka Wahlberga ("Infiltracja", "Zdarzenie"), który zaczynał od handlu narkotykami w wieku czternastu lat, by wkrótce zająć się rapowaniem i chodzeniem po wybiegu w ubraniach Calvina Cleina. Marky Mark (pseudonim sceniczny gwiazdora) ustatkował się po latach, ale skandale z udziałem jego kompanów, których ściągnął z rodzinnego Massachusetts, przez długi czas były pożywką dla hollywoodzkich plotkarzy.

W USA "Ekipa" przyciąga przed telewizory miliony widzów i regularnie zgarnia nominacje do najważniejszych nagród, podczas gdy nad Wisłą mało kto o niej słyszał. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest poniekąd hermetyczność serialu – jeśli zainteresowanie amerykańskim przemysłem rozrywkowym nie wychodzi u kogoś poza przeglądanie Pudelka i innych internetowych rottweilerków, niektóre żarty stają się po prostu nieczytelne. Przykład: w kilku odcinkach pojawia się Harvey Weingarten – otyły producent o lekko psychopatycznej osobowości, który poszedł do wojska tylko po to, by móc się dowiedzieć, jak to jest zabić człowieka. Postać ta była wzorowana na Harveyu Weinsteinie – chytrym i bezwzględnym decydencie z Hollywood, słynącym z bezpardonowych metod promocji swoich filmów. W Polsce Weinstein jest znany z tego, że prowadzał się przez krótki okres z Weroniką Rosati. Gdyby nie zmieniał dziewczynek jak rękawiczki, dzisiaj kochalibyśmy go pewnie jak Colina Farrella!

O sukcesie serialu zadecydowała chyba perspektywa, z jakiej spoglądamy na świat przedstawiony. Hollywood znamy wyłącznie z prasy i telewizji, gdzie prezentowane jest ono albo jako magiczna kraina, albo jako wypełnione narkotykami, spermą i dolarami bagienko. W "Ekipie" obie te rzeczywistości się ze sobą mieszają, ale dodano do tego także trzecie spojrzenie – tzw. widok od kuchni. Najlepsze w serialu są właśnie obrazki obyczajowo-zawodowe: spotkania z agentami i producentami, próby znalezienia pieniędzy na nowy film, szczegóły planów zdjęciowych i festiwali itd. Nad całością unosi się mgiełka ironii, ale nie jest ona aż tak zjadliwa jak w "Graczu" Altmana. Jeśli jakiś celebryta ma poczucie humoru i dystans do własnego wizerunku, pojawia się w serialu osobiście. Lista gwiazd, które zasiliły obsadę, wygląda imponująco: Martin Scorsese, James Cameron, Mandy Moore, Jessica Alba, 50 Cent, Zac Efron, Matt Damon, Scarlett Johansson i wielu, wielu innych.

Jednak nawet najjaśniejsze ciało niebieskie na firmamencie show biznesu nie odbierze blasku Jeremy'emu Pivenowi wcielającemu się w postać agenta głównego bohatera, Ariego Golda. Ten cwany żydowski menedżer byłby w stanie spuścić bomby na siedzibę którejś z wytwórni, byle tylko jego klient otrzymał upragnioną rolę. I przy całym tym gejzerze cynizmu i draństwa w pracy zawodowej, Gold pozostaje lojalny zarówno wobec żony, jak i przyjaciół z ekipy. To jeszcze jedna, ludzka, perspektywa serialu. Być może najważniejsza.

Łukasz Muszyński
      0 
Bardzo ciekawy felieton. Fajnie, jakby Filmweb pisał właśnie o jakichś serialach, które w Posce nie są kojarzone.
           
      0 
aha
           
      0 
agawerty
           
      0 
aaassddd
           
      0 
ggggggg
           
      0 
bbbbbnnn
           
aaaxxccc
           
      0 
xxxxxx
           
      0 
qqqqq
           
      0 
ccccc
           

CAPTCHA
Zwycięzca Euro 2012

28,7% głosujących uważa, że wygra:

Polska Polska

Filmweb

FilmwebNajwiększy polski portal filmowy. W sieci pojawił się w 1998 roku, a dziś jest drugą po IMDB największą bazą filmową na świecie. Portal współtworzy aktywna społeczność miłośników kina. Niezmordowany zespół redakcyjny codziennie publikuje najważniejsze wiadomości ze świata filmu, recenzje premier filmowych i płyt DVD, jak również felietony i eseje uznanych polskich krytyków. Innymi słowy: Prędzej czy później i tak do nas trafisz...

Nasze wiadomości w Twojej skrzynce, codziennie po 10:00