Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch... dla mojej kasy – zanuciłem jakiś czas temu pod nosem, trawestując piosenkę zespołu Strachy na Lachy. Przyczyną mojego melancholijno-nihilistycznego nastroju stała się pewna chała, którą postanowiono sprzedać w kinach jako "Ciacho”.
Nie jestem pewien, czy byłbym w stanie poczęstować tym kloacznym wypiekiem największego wroga. Są przecież jakieś granice okrucieństwa!
Nie chodzi nawet o to, że powstała kolejna nieśmieszna polska komedia, w której plejada (w większości dobrych) aktorów robi z siebie kretynów. Od czasów "Gulczas, a jak myślisz” nic mnie już w tej materii nie zdziwi. Mało mnie też obchodzi, iż następny pozbawiony poczucia humoru reżyser postanowił spróbować sił w najtrudniejszym z gatunków filmowych. Póki nie kręci za dotację z PISF-u, może posadzić przed kamerą Edytę Herbuś w stroju biskupa i kazać jej recytować "Statek pijany”.
Nóż w kieszeni otwierał się jednak na widok Patryka Vegi, który wraz ze swoimi gwiazdami biegał po telewizjach śniadaniowych i reklamował "Ciacho” jako obowiązkowy posiłek wszystkich osób chcących wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Twórcy dogadali się bowiem z fundacją Jurka Owsiaka, w związku z czym złotówka z każdego biletu na film była przeznaczana dla chorych dzieci. Ktoś powie, że czepiam się bez powodu – przecież to bardzo ładnie ze strony Vegi, iż wsparł słuszną sprawę. Należy jednak pamiętać, że bilety w multipleksie kosztują w weekend ponad dwadzieścia złotych. Część z tego zostaje w kasie kina, symboliczny złocisz ląduje na koncie Orkiestry, zaś cała reszta spływa do kieszeni szlachetnych filmowców. Oto genialny sposób, jak opchnąć g***o pod płaszczykiem filantropii.
Po trzech miesiącach od premiery "Ciacho” obejrzało prawie milion widzów. Vega jest z siebie niezwykle zadowolony – ponoć dowcip o pierścionku zaręczynowym w odbycie stał się ulubionym tematem wszystkich imprezowych dyskusji. Reżyserowi należy się chyba jakaś nagroda za wkład w rozwój życia towarzyskiego Polaków. Aż strach pomyśleć, o czym będą mogli rozmawiać po premierze "Ciacha 2”.
Łukasz Muszyński, Filmweb.pl
Komentarze (22)
24 marca 2010, 12:54:41
Ja rozumiem, że 90% społeczeństwa nie ma możliwości intelektualnych, by obejrzeć/słuchać/czytać coś więcej niz tanią łykowata sieczkę. Trudno - tak jest świat zbudowany.
Tylko na cholerę Vega i spółka prowadziła szantaż (tak to się nazywa) na typowym nieporozgarnianym półinteligencie zarabiającym na życie albo pracą fizyczna albo obijaniem się w biurze. Sygnał był jasny - nie chcesz kupić biletu -nie wspierasz WOŚP- nie chcesz wspierać chore dzieci-chcesz śmierci tych dzieci, a że żyjemy w czasach, gdzie analiza jest spychana na margines to wytwarza się skrót myślowy: nie kupujesz biletu na nasz film - masz gdzieś chore dzieci i życzysz im źle....
Osobiście zostałem zaatakowany (na szczęście werbalnie) i sprowadzony do ludzi pokroju przywódców NSDAP. Sama WOŚP działa podobnie (jest wiele innych fundacji pomagających chorym dzieciom, które nie muszą wydawać ciężkich milionów na oprawę imprez w całym kraju tylko raz do roku), ale to tak na marginesie....
W ostatnich latach wykształcił się tez inny mechanizm, który zdominował polski przemysł rozrywkowy - "gwiazdy" z małego ekranu są wpychane do bardzo tandetnych produkcji pokroju "Ciacho", "Świadek Koronny", "Testosteron", "Lejdis", by ucieszyć zapatrzone w nich oczęta fanów ich średnich popisów aktorskich w tandetnych i bezpłciowych serialach.
24 marca 2010, 13:11:18
24 marca 2010, 20:04:29
26 marca 2010, 10:06:41
01 kwietnia 2010, 13:44:29
08 kwietnia 2010, 9:09:49
15 kwietnia 2010, 21:51:17
popatrz na internecie ile jest w polsce fundacji. Ich liczbe można mierzyć w setkach. Każda z nich na cos zbiera. Około 60% - 80% z nich wspierają dzieci. Gdyby naprawdę każda złotówka szła na ich leczenie, wspieranie, itp, to w polsce nie byłoby ani jednego chorego dziecka. A zobacz ile jest. ile jest odmów od tych "fundacji" przy prośbach rodziców o wsparcie ich leczenia. Pytania. Dlaczego mimo takiej ich ilości jest tyle dzieci chorych? Dlaczego jest ich (fundacji) taka ilość? Dlaczego tak mało widać efektów ich działania? Dlaczego NFZ nie leczy tych dzieciaków mimo że rodzice płaca na to składki?
Odpowiedz na to, a dopiero wtedy oceniaj pit-a
Owszem, troche ostry jego post, ale ma rację. Przy takiej ilości fundacji + składek na NFZ nie powinno być już w Polsce chorych. Tylko że większośc tych instytucji działa sposobem rumuńskiej pandy. Wszędzie gdzie się da wyciągaja rękę prosząc "pan daaa, pan daaa". Ale na co to juz nie mówią
21 kwietnia 2010, 23:38:48
Pozdrawiam
23 kwietnia 2010, 7:23:54
24 kwietnia 2010, 19:57:02