Telewizor coraz częściej przegrywa walkę o pozycję "pierwszego ekranu" z monitorem komputera. Najatrakcyjniejsze dla reklamodawców grupy celowe - np. osoby o wyższych dochodach, z dużych ośrodków miejskich - nie mają czasu dopasowywać się do harmonogramu telewizyjnego i oczekują treści lepiej skrojonych do swoich zainteresowań.
Tego problemu nie rozwiązuje, jak się okazuje, ani możliwość nagrywania programów przy użyciu rekorderów po to by odtworzyć je w dogodnym czasie, ani rosnąca oferta kanałów niszowych. Internet stał się po prostu wygodniejszą platformą: tutaj z założenia wszystkie interesujące nas materiały dostępne są całą dobę, na życzenie, a ich ilość i zakres tematyczny jest o wiele większy. Jednocześnie internet nie musi odpowiadać na zapotrzebowania masowej publiki, więc kontent w nim prezentowany może być węższy i sprofilowany dla niszowych grup odbiorców. Ze względu na specyfikę sieci, jest też lepiej uporządkowany: bo skatalogowany i wyszukiwalny po słowach kluczowych.
Przez długi czas istotną barierą wykorzystania sieci w dystrybucji multimediów były łącza internetowe. Dzisiaj nikt już nie kwestionuje technicznego dostępu i możliwości oglądania treści wideo online. Od kilku lat w ofercie żadnego z czołowych operatorów nie ma łącz poniżej 1 mbps, więc praktycznie każda osoba z dostępem do sieci ma również możliwość odbierania kontentu multimedialnego. Co więcej, obecnie nawet łącza mobilne są w stanie coraz lepiej sprostać tym wymaganiom, a kolejna ich generacja umożliwi wreszcie komfortowy dostęp do treści wideo z urządzeń przenośnych.
Skoro internet jest platformą dostępną i wygodniejszą, co jeszcze trzyma tak szerokie grupy odbiorców przy telewizorach? Przede wszystkim wysoka jakość treści skierowanych do masowego audytorium. Programy, seriale i wiadomości o milionowych widowniach mają odpowiednie finansowanie z reklam. Wysokie budżety na realizację przekładają się na jakość produkcji telewizyjnych - pozwalają zatrudniać wykwalifikowaną obsadę i wykorzystywać profesjonalny sprzęt. Internet ma dużo bardziej rozproszoną widownię. Z fragmentaryzacją odbiorców i mniejszą oglądalnością poszczególnych materiałów, idzie w parze niższy przychód z reklam i słabsza jakość produkowanych treści. Kontent wideo będzie migrować do sieci tylko wtedy jeśli znajdą się sposoby jego monetyzacji. Na tą chwilę internet nie jest głównym źródłem dochodu - zapewnia raczej drugie życie treściom wyprodukowanym do telewizji.
Co to oznacza dla reklamodawcy? Czy w internecie może liczyć na masowego odbiorcę? Największe zalety telewizji - zasięg i szybkość jego budowania, przekaz audiowizualny i relatywnie niski koszt dotarcia - są równie łatwo osiągalne w sieci. Budżetowa bariera wejścia w świat reklamy telewizyjnej w przypadku działań online nie ma zastosowania, praktycznie każdy format reklamy graficznej może być łatwo zaadaptowany na reklamę wideo. Dodatkowo internautę, który obejrzał spot w internecie łatwiej niż w telewizji skłonić do dalszej interakcji.
Dystrybucja treści wideo w wirtualnym świecie kusi reklamodawców jeszcze dwoma kluczowymi zaletami: po pierwsze, kontent multimedialny w sieci jest dużo bardziej podatny na rekomendacje w ramach społeczności online. Po drugie, brak regulacji prawnych, brak ograniczeń dotyczących czasu emisji i nieco niższe oczekiwania widowni internetowej wobec jakości treści w zamian za lepsze ich dopasowanie do jej zainteresowań powodują, że coraz częściej marki mogą być producentami nie tylko 15 i 30 sekundowych reklam, ale też całych seriali i programów.
Dbające o wizerunek marki nie mogą pozwolić sobie jednak na firmowanie swoim logotypem treści niskiej jakości, nawet jeśli ich zasięg nie jest zbyt duży. Powstaje więc nowy rynek profesjonalnej realizacji internetowych treści wideo. Rynkiem tym interesują się dotychczasowi producenci telewizyjni i filmowi, agencje reklamowe i interaktywne, a także zupełnie nowe podmioty - każda ze stron ma inne doświadczenia i atuty. Wyzwaniem jest efektywność kosztowa rozumiana jako pogodzenie jakości treści kierowanych do relatywnie wąskiej widowni i równocześnie wysokie koszty profesjonalnych realizacji filmowych.
Niniejszy artykuł jest wstępem do cyklu dywagacji o wideo internetowym. Postaram się zaprezentować różnice między telewizją i siecią w odbiorze treści video, różnice w produkcji materiałów do obu tych mediów, a także wiele innych aspektów wiążących się z dystrybucją kontentu multimedialnego online.
Komentarze (7)
15 grudnia 2011, 11:52:45
Zapotrzebowanie jest ogromne, np. imprez sportowych jest tak dużo że zastanawiam się nad zwiększeniem ekip do 6, tak aby móc transmitować 6 spotkań jednocześnie.
Już teraz mam oglądalność na poziomie 1000 - 2000 widzów, a gdy trafiają się perełki czyli spotkania sportów siłowych oglądalność szybuje w górę. Jest tylko jeden minus czyli pieniądze, organizatorzy nie dysponują takimi sumami (mowa tu o kwotach w przedziale od 500 - 1000zł za 8h transmisje) które pozwoliły by na dynamiczny rozwój działalności, przeważnie padają sugestię symboliczne 100zł, co często oznacza nawet nie zwrot kosztów dojazdu.
Liczę straty i oczekuje jedynie na bycie zauważonym i zdobyciem reklamodawców.
16 grudnia 2011, 10:44:26
16 grudnia 2011, 13:07:11
Np. w tygodniu jeżdżę na koszykówkę amatorską, liczba widzów nie przekracza 200. Skupiam się na mniejszych imprezach, aby móc pokazać że coś się dzieje wokół nas, a o wydarzeniach których możemy nie wiedzieć.
19 grudnia 2011, 9:46:46
TomekG:
całkowicie nie przekłada się na taki model biznesowySam mam kilka pomysłów ale trudno mi to policzyć nie prowadząc takiej działalności
19 grudnia 2011, 11:27:40
Szczególnie wydaje się to dziwne jak miasto (Gdańsk) za 148 minut transmisji płaci tvp 42tys. a oglądalność wg. tvp wyniosła 22500 (oczywiście dokładna liczba nie jest znana bo to są tylko dane statystyczne).
A gdy ja proszę aby miasto za sponsorowało transmisje z wydarzenia kulturalnego to nie ma pieniędzy.
20 grudnia 2011, 14:33:07
20 grudnia 2011, 17:44:24
Pozostaje liczyć tylko na reklamodawców, a reklamy puszczam w trakcie transmisji na pasku lub też w rogach.