Moje spostrzeżenia są wybitnie subiektywne. Widzę pewien kawałek rynku, być może nie dość reprezentatywny. Niemniej ośmielam się na bazie moich doświadczeń sformułować kilka ogólniejszych obserwacji.
Co szybciej prowadzi do sukcesu: wykreowanie nowej potrzeby czy odpowiedź na potrzeby zastane? Jak to w życiu bywa - nie ma prostej odpowiedzi. Przyjrzałam się więc praktykom Lidla.
W świecie idealnym firma zatrudniałaby specjalistów od PR, oni odprawialiby nad firmą jakieś tam swoje czary, myk myk i po miesiącu na okładce magazynu pojawiłoby się zdjęcie prezesa, a w TVN nowy, piętnastominutowy program około godziny 19, gdzie eksperci firmy zawsze mieliby coś cennego do powiedzenia.
Małe i średnie firmy bardzo często mają kilka dziwacznych przekonań dotyczących PR, które utrudniają im - a czasem wręcz uniemożliwiają - skuteczne wyjście poza swoje pastwisko na łąkę, gdzie trawa jest bardziej zielona, a koniczyna bardziej soczysta.
Ilu jest absolwentów zarządzania i marketingu? Ilu jest anglistów i germanistów? Ilu jest kierowców, właścicieli sklepów spożywczych i kasjerów, członków ekip sprzątających, magistrów farmacji, lekarzy internistów, nauczycieli fizyki, social media managerów i księgowych?
Jak się czujesz – przy założeniu, że nie jesteś typowym zawistnym dupkiem - gdy ktoś przychodzi do pracy na 11, wychodzi o 15, ma efekty i dostaje nagrody? Czujesz się źle i nic na to nie poradzimy. Dlatego freelance jest mądry.
Jest kolosalna różnica między bystrym pracownikiem a cwaniakiem. Choć obaj mogą nosić dobre garnitury czy też szykowne garsonki, kupować w Almie i chodzić na premiery...