28,9% głosujących uważa, że wygra:
Polska
Absolwentka UJ; w latach 2005 – 2007 redaktor Internetstandard.pl, następnie PR manager w Artegence, gdzie z sukcesem prowadziła m.in. cykl seminariów Tuba we współpracy z Maciejem Budzichem, Mediafunem oraz kampanie własne agencji, w tym "Prasa Drukowana umrze w 2012 roku!". Obecnie z kobiecym wdziękiem i uporem prowadzi Profeinę - kreatywny butik komunikacji i PR, specjalizujący się w obsłudze internetowych przedsięwzięć.
Komentarze (65)
24 sierpnia 2009, 12:36:24
I tam prawda srawda filozofia, że mikroblogi zabijają komunikacje, że niby wzmagają jakąś funkcje fatyczną, czy coś, tak? Brawo, to sobie zapisujmy te uczucia w emotikonach, co nie, sprowadzajmy rozmowę do debilnych równoważników, bądźmy najsmutniejsi i najsamotniejsi... bez kitu. Ale co tam, prawdopodobnie wiesz lepiej, wozisz się na fejmie ujotu i jesteś menadżerem w podziwianej agencji, szał. Ja tam mam zabawę na blipie, Ty masz chyba zycie na blogu. Pozdrawiam:D
"Głowię się i szukam podpowiedzi od kilkunastu miesięcy." Wierzę w Ciebie, poważnie.
24 sierpnia 2009, 12:42:44
BLIP oznacza "Bardzo Lubię Informować Przyjaciół". PRZYJACIÓŁ. Nie "ogół". Nie "kogokolwiek". Nie "cały świat, z nadzieję, że kogoś to zainteresuje". PRZYJACIÓŁ.
Oczywiście, że moje blipnięcie "Śniadanie Mistrzów" nic Pani nie mówi i że nic Pani nie obchodzi, iż ktoś zupełnie Pani nieznany właśnie je śniadanie. Ba; może Pani wyczytać z niego, że jestem samotna, że pragnę towarzystwa przy śniadaniu i że mogę nawet podzielić się z towarzystwem #bułką z masłem, szynką po 22,50/kg i ogórkiem. Proszę bardzo, niech Pani wyczytuje. Ale już moim przyjaciołom blipnięcie "Śniadanie Mistrzów" mówi wszystko. Co więcej, interesuje ich ono, bo odpowiadają na nie. Wszyscy zarejestrowaliśmy się na blipie, aby czytać o sobie wzajemnie, bo jesteśmy przyjaciółmi i interesuje nas to, co robimy. Jeśli wysyłam blipnięcie "Idę na dworzec", to nie dlatego, że chciałabym, by Pani do mnie dołączyła w tej drodze lub w pociągu. Boże, broń. Wysyłam je, by poinformować moich przyjaciół, że odchodzę już od komputera i że, jak było umówione, spotkamy się na dworcu. A jeśli piszę "sprawdzam eseje, #niechmniektośprzytuli", to proszę, z całego serca proszę, błagam, niech Pani nie bierze tego do siebie i absolutnie nie próbuje mnie przytulać - to blipnięcie też było skierowane do moich przyjaciół, którzy wiedzą, co oznaczało, i rozumieją, dlaczego właśnie postanowiłam się im wyżalić.
Czyta Pani blipnięcia zupełnie obcych ludzi? Współczuję. Musi się Pani strasznie nudzić; sugerowałabym znalezienie sobie jakiegoś hobby.
A gdyby Pani wróciła kiedyś na blipa, proszę mnie dodać do ignorowanych. Zapewniam, że nic z tego, co napiszę, Panią nie zainteresuje.
24 sierpnia 2009, 13:12:05
Tak z tydzień temu idę sobie ulicą i słyszę, że w bloku po drugiej stronie gra muzyka. Wprawdzie zupełnie nie w moim guście, no ale podeszłam zobaczyć co się dzieje.
Weszłam na górę i okazuje się, że to jakieś spotkanie towarzyskie. Prywatka znaczy się taka.
Gospodarza nie znałam, uczestników w sumie też nie, bo wiecie, nie moja okolica.
No ale skoro już weszłam, to myślę: posiedzę, posłucham.
Jakiś gościu w kowbojskim kapeluszu opowiadał o swojej wycieczce do Chile. No muszę przyznać, że zupełnie mnie to nie interesowało, bo ja to raczej Szwecja i te okolice. A on jeszcze jakieś zdjęcia wyciąga. No dziwak po prostu jakiś. Mówię mu, że nudzi, że nikt go słuchać nie chce, że pewnie kompleksy jakieś ma... A on nic. No i jeszcze się tylko ci inni tak jakoś dziwnie na mnie spojrzeli. Też dziwacy jacyś pewnie.
Jeszcze jakaś inna kobieta pokazywała swoim dwóm znajomym paznokcie. Przyozdobione jakimiś fajansiarskimi frędzlami. Powiedziałam jej, że zupełnie mnie te jej paznokcie interesują, ale chyba nie usłyszała. Zresztą zaraz potem poszła z koleżankami w przeciwny róg pokoju. Patrzyły się dziwnie na mnie później. Może podobały im się moje gładkie paznokcie.
Kilka dni później poszłam na inną imprezę i zaczęłam opowiadać o tym, jak wszyscy są nudni i nikt ich nie słucha. Ale ta impreza była jakaś taka mniejsza... i chyba nikt mnie nie słuchał. Może za cicho mówiłam.
Dziś na śniadanie była #bułka i kleik z ryżu. Podobno jest ze mną coraz lepiej. Na razie nie mogę jeszcze opuścić tego zakładu, ale gdy tylko Pan Doktor mnie puści, to zaraz wam o tym napiszę. Bo ja też bardzo lubię informować PRZYJACIÓŁ.
24 sierpnia 2009, 13:38:19
24 sierpnia 2009, 13:38:56
24 sierpnia 2009, 13:48:34
Blipowanie w agencji, w której pracuję (Eura7) zaczęło się w styczniu tego roku i nic nie wskazuje na to, by miało się ku końcowi. Relacje tam nawiązywane umożliwiają zarówno wymianę know-how w temacie Internetu i komunikacji online, jak również pokazanie, że w danej firmie pracują ludzie, a nie cyborgi.
Mam nadzieję, że komunikacja, PR i inne pojęcia tego typu pójdą właśnie w stronę blogów, Blip'a, Twittera, czyli najkrócej rzecz biorąc social media.
Swoją drogą dziwi mnie taka postawa osoby, która pracuje w firmie lansującej się budowaniem społeczności od 1995 roku...
24 sierpnia 2009, 13:52:36
24 sierpnia 2009, 13:55:43
2. Nic nie zamaskuje indolecji. Nawet ostatnie zdanie, ze tekst byl niby prowokacyjny. Prowokacyjny tekst tez trzeba umiec napisac i wiedziec o czym sie pisze.
3. Nikt nie kaze ogladac calej bliposfery. Zawsze mozna ogladac (a jak ktos umie, to czytac) tylko statusy znajomych i tylko wybiorcze tagi. Kto obserwuje tagi #bulka?
Takie jest moje skromne zdanie... #PR.owego laika.
A swoja droga, zastanawiam sie, kto pisze notki przy nazwiskach autorow...
--cytat--
Obecna PR manager Artegence, czyli najbardziej podziwianej agencji interaktywnej.
--/cytat--
Ciekawi mnie za co podziwiana jest ta agencja i kto ja tak najbardziej podziwia.
24 sierpnia 2009, 13:59:56
24 sierpnia 2009, 14:00:02
Tak jak każdy ćwierk i blip to mała manifestacja (jestem), to tak samo są nimi moje dzisiejsze ubranie, wyjście do sklepu, zagajenie z ekspedientką, motocykl czy torba ekologiczna. Niektórzy zwrócą uwagę, niektórzy nie. Tylko nikt nie pisze o tym na blogu ;)