Twoi znajomi z Facebooka zaproponowali Ci instalację aplikacji Mój Kalendarz? Uważaj! Eksperci z firmy Eset ostrzegają - ten niepozorny program ma znikomą użyteczność, a w rzeczywistości służy do zbierania ogromnej ilości danych o użytkownikach sieci
W sieci rośnie liczba wpisów zdenerwowanych internautów, którzy zainstalowali w swoim profilu na Facebooku aplikację Mój Kalendarz i nieumyślnie spamują swoich przyjaciół zaproszeniami i zapytaniami właśnie z tej aplikacji. Powstały już nawet pierwsze funpage'e na Facebooku, które gromadzą przeciwników tej aplikacji.
Eksperci z firmy Eset zwracają uwagę, że aplikacja Mój Kalendarz maskuje swoją instalację przed użytkownikiem. Program przekonuje bowiem, że wystarczy się do niej zalogować, by odpowiedzieć na prośbę uzupełnienia danych w Kalendarzu znajomego. W rzeczywistości logowanie się do aplikacji dodaje aplikację do profilu użytkownika na Facebooku, a wskazanie w niej swoich znajomych sprawia, że otrzymują oni zaproszenie od Mojego Kalendarza i cała historia się powtarza.
Eksperci z firmy ESET podkreślają, że aplikacja Mój Kalendarz ukrywa fakt gromadzenia danych o użytkownikach Facebooka, zamiast tego informuje o funkcji przypominania o urodzinach znajomych (warto nadmienić, że taką funkcję posiada sam Facebook). Informacja o tym, że program gromadzi dane użytkownika znajduje się dopiero w dokumencie "polityka prywatności". Wśród danych, jakie Mój Kalendarz może gromadzić znajdują się m.in. adres mailowy internauty, jego wiek i płeć, informacje o konfiguracji komputera, a także lista ulubionych stron oraz informacje o znajomych. Dodatkowo aplikacja Mój Kalendarz może uzyskać dostęp do informacji o adresie IP użytkownika, języku przeglądarki, liście odwiedzonych stron oraz czasie na nich spędzonym. Wszystko to podobno w celu lepszego dopasowania możliwości aplikacji do potrzeb użytkownika.
-
Przed kliknięciem w dowolną aplikację udostępnianą w serwisach społecznościowych warto najpierw zapoznać się z informacjami o tym, do jakich danych użytkownika program uzyska dostęp. Można to zrobić, czytając uważnie politykę prywatności danej aplikacji. Zadanie to wielokrotnie jest jednak bardzo trudne - polityki takie pisane są trudnym językiem, zawierającym żargon prawniczy, często dokument taki jest pisany w języku angielskim - mówi Paweł Śmierciak, analityk zagrożeń z krakowskiego biura firmy ESET.
Jak podkreśla Śmierciak warto jednak poświęcić chwilę i spróbować zrozumieć, na co tak naprawdę wyrażamy zgodę, instalując dany program. Może się bowiem zdarzyć, że zaakceptujemy instalację aplikacji, która rozsyła do znajomych ogromne ilości niechcianych wiadomości lub wabi ich w pułapki, np. obiecuje dostęp do kontrowersyjnego filmu, a w rzeczywistości przekierowuje do stron zawierających złośliwe programy.
Komentarze (9)
21 grudnia 2011, 0:31:11
21 grudnia 2011, 1:00:14
21 grudnia 2011, 6:25:39
Zgadzam się z @mariuszz - cały FB to jedno wielkie narzędzie szpiegowskie...
21 grudnia 2011, 7:44:34
Ja nie mam konta bo wiem czym to pachnie.
21 grudnia 2011, 7:52:28
21 grudnia 2011, 9:41:29
21 grudnia 2011, 12:04:36
15 stycznia 2012, 17:33:20
21 kwietnia 2012, 23:42:51