Sony Ericsson Satio w założeniach ma być smartfonem totalnym. Łącząc w sobie najlepsze cechy telefonów z linii Walkman oraz Cyber-shot ma za zadanie pokazać całej branży kto nią rządzi. Arsenał ma pokaźny - to m. in. 3,5 calowy, panoramiczny, dotykowy ekran, nowy Symbian oraz aparat 12 Mpx. Z drugiej strony jednak, takie eksperymenty często kończą się klęską i okazuje się, że liczby to nie wszystko.
Sony Ericsson Satio to prawdziwy smartphone. Jest duży i ciężki. Teoretycznie jest trochę mniejszy od Nokii N97 - ma 112 mm wysokości (w porównaniu do 117), 55 mm szerokości (tyle samo) oraz 13 mm grubości zamiast 16 mm, ale to ostatnie jest nadużyciem. Owszem, w dolnej części rzeczywiście jest to 13 mm, ale w górnej mamy wystający z obudowy moduł aparatu, który dodaje ok. pół centymetra...
Ten moduł aparatu przysporzył mi zresztą trochę kłopotów - przez to, że osłonka obiektywu zajmuje całą szerokość telefonu i przesuwa się w dół, nie w bok, jeśli ktoś nosi wąskie spodnie, tak jak ja, ma spore szanse na uaktywnianie aparatu przy wyciąganiu telefonu z kieszeni. Mi się to co jakiś czas zdarzało.
Satio jest wykonany głównie z plastiku (z nielicznymi metalowymi wstawkami), ale mimo tego wygląda ładnie i poważnie. Przynajmniej w czarnej wersji, którą testowałem. Srebrna i bordowa podobają mi się znacznie mniej.
Zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz - podobieństwo tego telefonu do modelu
C905. W obu modelach górna i dolna część obudowy są zaokrąglone, boki sa w innym kolorze niż reszta obudowy (lub są zaakcentowane), a po prawej stronie znajdziemy taki sam układ przycisków i nawet informację o Wi-Fi i GPS umieszczono w taki sam sposób. C905 też posiada wybrzuszenie w miejscu aparatu jednak jest ono znacznie mniejsze. Satio jest za to o wiele ładniejszy.
Komentarze (5)
29 listopada 2009, 1:36:41
29 listopada 2009, 10:50:25
29 listopada 2009, 18:49:41
02 grudnia 2009, 20:11:45
07 grudnia 2009, 19:24:17