Anna MiotkMarketing29.09.2009 (14:10)brak komentarzy

Zaufanie

Zagraniczne wyjazdy i kontakty biznesowe z przedstawicielami innych kultur to także szansa na dostrzeżenie, jak bardzo patologiczne są niektóre zachowania, które z naszej polskiej perspektywy wydają się nam zupełnie normalne.
Jedną z pierwszych nauk, jakie pobrałam na samym początku kariery zawodowej to zakaz przekazywania klientom danych podwykonawców. Wszystkie maile należało dokładnie czyścić ze wszelkich danych kontaktowych, a jedynie pozostawiać samą treść maila – o ile oczywiście trzeba było ją przesyłać dalej. Jak się któregoś razu okazało, praktyka ta nie była nieuzasadniona. Kiedyś mieliśmy zorganizować wydarzenie dla jednego z klientów, osoby, z którą pracowałam już dwa lata, wobec tego znałam ją i ufałam jej. Wycena była już znana, klient chciał dopytać o szczegóły organizacji przedsięwzięcia samego podwykonawcę. Podałam dane kontaktowe. Wkrótce potem klient nam podziękował. Jak się okazało, skontaktował się z podwykonawcą, by porozumieć się za naszymi plecami.
Umowy biznesowe. Mimo, że postanowienia są jasne i wiążące każdą ze stron, w naszym kraju powszechną praktyką jest korzystanie z tych wszystkich możliwości, których umowa nie wymienia i nie zabrania – w sposób niejawny lub też jawnie, próbując wyprosić dodatkową usługę nie zawartą w umowie i następnie stosując technikę stopy w drzwi. Nieważne, że partner biznesowy może przez to ponosić straty (bo na czymś dodatkowym nie zarobi). To nasz zysk i nasza wygrana, przejaw naszego wyjątkowego sprytu i zaradności.

W drugą stronę. Poważna instytucja – operator telekomunikacyjny, bank, ubezpieczyciel, itp. – podpisuje z nami jakąś bardzo ważną umowę. Sam język jest często zawiły i niezrozumiały nawet dla osoby z wyższym wykształceniem, a co dopiero dla przeciętnego Kowalskiego. Do tego wszystko trzeba czytać uważnie, zwłaszcza drobny druczek, i wszystko analizować, aby którykolwiek z zapisów nie okazał się dla nas niekorzystny w przyszłości. Dobrze, że mamy UOKiK, który dodatkowo tropi w naszym imieniu takie nieprawidłowości i o nich informuje. Ale czy naprawdę nie można prowadzić biznesu na zasadach jasnych i zrozumiałych dla klientów? I nie wymagam tego od blokowych oszustów wyłudzających pieniądze metodą „na kuzynkę”, ale od poważnych, renomowanych instytucji finansowych na przykład.

Wprowadzałam się do mieszkania. Poprzedni właściciele poradzili, aby wymienić zawory na rurach doprowadzających wodę do zlewu kuchennego. Zadzwoniłam do działu technicznego spółdzielni. Przyszedł hydraulik, przyniósł zawory, wziął pieniądze za wymianę. O tym, że powinien przynieść zupełnie inne zawory i zmienić je na koszt spółdzielni, dowiedziałam się od jego innego kolegi, który parę miesięcy później wymieniał u mnie baterię.

Nie zarekomenduję nigdzie osoby, która skorzystała z mojego podwykonawcy za moimi plecami. Nie skorzystam z usług hydraulika, który mnie oszukał. Nie podpiszę niekorzystnej dla mnie umowy z jakąkolwiek organizacją finansową. Będę się pilnować i mieć oczy dookoła głowy, bo każdy napotkany człowiek, jest mi wrogiem i czyha tylko, jak wzbogacić się moim kosztem. Tylko czy to dokądkolwiek prowadzi?