Marcin Żukowski21.04.2012 (10:01)brak komentarzy

Przepis na film? Seks, tajemnica i... internet

W produkcji są dwa filmy fabularne o Steve'ie Jobsie. W USA powstaje reality show o Dolinie Krzemowej. W Polsce pojawił się dokument "Blogersi". Internet służy filmowi, a film internetowi. Co o tym myślą eksperci i twórcy?
Przepis na film? Seks, tajemnica i... internet
Czasy są szybkie, pamięć ludzka krótka, za kilka lat - jakby okrutnie to nie zabrzmiało - znajdą się już inni bohaterowi masowej wyobraźni i dlatego teraz jest dobry moment na film o Jobsie - mówi krytyk filmowy "Gazety Wyborczej" Paweł Mossakowski. Filmy, takie jak biografia twórcy iPhone'a albo "Social Network" o Marcu Zuckerbergu powstają i będą powstawać. W ich przypadku internetowy biznes jest przedmiotem, tematem, inspiracją filmu. Komputery, internet, iPod, iPhone stały się żywym elementem naszej popkultury nic dziwnego, że pragnie się fabularyzować ten świat - przekonuje Paweł Okopień, bloger Spider's Web. Twierdzi, że po produkcjach o Steve'ie Jobsie pojawią się także obrazy poświęcone twórcom Google albo wojnie patentowej pomiędzy firmami z Doliny Krzemowej. Zniecierpliwionym polecam film "Piraci z Doliny Krzemowej", który opowiada o początkach Apple i ich u wcześniejszych rywali czyli Microsoftu - dodaje Okopień. Wojny patentowe brzmią mniej spektakularnie niż gwiezdne, ale wyobraźnia twórców filmowych nie zna granic.

Dwóch absolwentów łódzkiej filmówki nie miało budżetu i sprzętu, ale miało pomysł. Zainspirował ich znajomy z liceum, który wyremontował starą łódkę i na przekór życiowym problemom postanowił popłynąć w rejs po Wiśle. Tak narodził się film "Wszystko płynie". Nie byłoby w nim może nic oryginalnego, ale twórcy aktywnie wykorzystali przy tworzeniu go media społecznościowe.


Wiedzieliśmy, że sami nie damy rady. Żeby domknąć budżet musieliśmy nagłośnić nasz pomysł na film jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Wytworzyliśmy markę "Wszystko płynie", a nasi fani stali się gwarancją sukcesu filmu. Dzięki nim zdobyliśmy środki od sponsorów, sprzęt, łódkę dla ekipy, a także codzienne wsparcie dobrym słowem - mówi Krzysztof Dziomdziora, współreżyser filmu. Bez Facebooka filmu w ogóle by nie było, a tak można go oglądać w kinach w wielu miastach polskich i na festiwalach filmowych. W tym przypadku internet stał się więc podmiotem na rynku filmowym. W przypadku "Blogersów" widzimy zaś jeszcze inny wymiar sieci w filmie - jest ona zarówno przedmiotem (tematem), jak i podmiotem, bo stała się jedynym kanałem dystrybucji filmu. Bracia Lumiere nie mogliby wyjść z podziwu...