Michał Rogowicz23.12.2008 (16:30)7 komentarzy

Nauczycielka ukarała ucznia za używanie Linuksa

Gdy jeden z jej uczniów demonstrował i rozdawał swoim kolegom kopie systemu HeliOS Linux, jego nauczycielka postanowiła wydać wojnę systemom open-source'owym. Mieszkanka Austin w stanie Teksas skonfiskowała płyty, zganiła ucznia i napisała e-mail do Kena Starka z HeliOS, którego ten opublikował na swoim blogu.
Znana jedynie jako Karen autorka napisała - Panie Starks, jestem pewna, że jest pan głęboko przekonany o słuszności swoich poczynań, ale ja nie mogę pozwolić, aby takie działania miały miejsce w mojej klasie. W tym momencie nie jestem pewna, czy to co pan robi jest legalne. Żadne oprogramowanie nie jest darmowe, i propagowanie takich twierdzeń jest szkodliwe. Te dzieci szukają u dorosłych wzoru i dyscypliny. W wolnym czasie zbadam sprawę głębiej, i jeśli okaże się, ze pańska działalność jest nielegalna z pewnością wniosę oskarżenie.

Nauczycielka stwierdziła także, że wraz z innymi osobami na studiach "próbowała Linuksa" i obietnice Starks'a co do sprawności systemu są mocno przesadzone, a wręcz fałszywe.
W odpowiedzi Starks broni Linuksa i dużych zmian, jakie zostały w nim dokonane w ostatnich latach, a także wypomina pieniądze, jakie Microsoft zainwestował w Związek Edukacji Narodowej. - Tym, co najbardziej mnie niepokoi jest fakt, że niezależny okręg edukacyjny Austin wydaje miliony dolarów na oprogramowanie Microsoftu – pieniądze, które powinny zostać wydane na edukację naszych dzieci. Nauczyciel z powołania od razu dostrzegłby ten fakt i przekonywałby do przejścia na darmowe oprogramowanie open-source. – odpowiada Starks.
Onet.pl

Komentarze (1 - 7 z 7)

U nas to samo, zamiast promowac w szkolach open source to wywala sie w bloto kupe kasy na oprogramowanie M$ i Mac'i
 0  
i powstana e-kaleki, które pójdą do pracy, i usłyszymy trzask opadającej im szczęki na widok windowsa, excela czy worda, ktorych nikt nie miał okazji nauczyć ich obsługiwać... BĄDŻMY realistami, linux ma tylko 6% rynku ... To tak, jak by uczyc wszystkich jeżdzić ciągnikami, podczas gdy w 90% będą jeżdzić osobówkami kat. B
 0  
@Akyia uśmiałem się do łez. Przerabiałem na rozmowach rekrutacyjnych tych znających "windowsa, excela czy worda" i sprawa jest prosta, otóż jeżeli system edukacji inwestuje w oprogramowanie od MS to niesamowicie dużo tracimy, bo kapitał wiedzy jest naprawdę skromny. Przecież większość absolwentów liceum nie potrafi poprawnie formatowania tekstu (tak mówię tutaj o używaniu styli itp., którego przeciętny użytkownik komputera nauczy się lub nie dopiero przy pracy licencjackiej), podstawowych formuł w Excelu to po co tracić pieniądze? W świetle moich argumentów płynących z praktyki, proszę, BĄDŹMY realistami i korzystajmy w szkołach z linuxa, OpenOffice i innych.
 0  
no i wlasnie o takich ludziach pisze jak Akyia!

A co bym im szkodzilo uczyc sie na openoffice? windowsa to maja w domu
 0  
@dariusz przecież to , że nie umieją obsługi podstawowych funkcji nie jest zależne od oprogramowania tylko od szeregu innych czynników. Twoje rozumowanie: skoro i tak sie nie uczą to dać im oprogramowanie darmowe, ktorego nie bedą nigdy wiecej poza szkołą używac. Posuńmy się w tej teorii dalej, skoro się nie uczą , to zlikwidujmy lekcje informatyki w ogóle, po co przepłacać i wydawać na pensje dla nauczycieli, skoro licealiśći I TAK NIE POTRAFIĄ FORMATOWAĆ TEKSTU. No sorry, ale chyba taki tok myslenia jest godny uśmiania się... W świetle Twoich argumentów, to wychodzi na to, aby w szkołach uczyc byle czego, wazne aby to było darmowe, bo i tak w późniejszej pracy, bedzie trzeba sekretarki uczyc pisania korespondencji .... TO JEST CHORE
 0  
@Akyia: Przy założeniu, że program nauczania (cele to nauczyć "tego i tamtego") to nasze wymagania, to narzędziem do ich zrealizowania nie musi być produkt MS. Wszystko co chciałem powiedzieć, to że umiejętności nabywane w liceum nie muszą być okupione wysokim budżetem. Poprawne posunięcie "dalej" w mojej teorii to: "To czego nie wydaje się na oprogramowanie można wydać na dodatkową godzinę lekcji i poszerzenie materiału".
 0  
@dariusz i tu właśnie leży istota problemu. Bo skoro nauka realizwana bezpośrednio na produkcie MS nie przynosi wymiernych efektów (swoją drogą nie są to aż tak astronomiczne sumy, ponieważ istnieje cały szereg licencji przystosowanych dla celów edukacyjnych), to jakie efekty przyniesie nauka realizowana na produkcie innym, w póżniejszej karierze bardzo żadko wykorzystywanym ? Skoro podanie im na tacy obsługi juz wspomnianego worda, nie przynosi wzrostu ich wiedzy, to co sie stanie, gdy nie będziemy w ogole tegoż to worda nauczać, tylko stosować jego substytuty (notabene obsługa ich jest znacząco różna). Czy zatem, mając nawet 2 dodatkowe godziny lekcji, osoba taka usadowiona później przy tym wordzie, bedzie mogła samodzielnie dokonac transferu wiedzy między jednym narzędziem, a drugim ? Pytanie retoryczne, skoro nawet po podaniu na tacy wszystkiego o wordzie , ma problemy z jego obsługą. Wniosek ? Nauka na dowolnym substytucie oprogramowania będącego późniejszym środowiskiem pracy, nawet przy założeniu iż poświęcimy na to więcej czasu, przyniesie nieporównywalnie mniejsze efekty, niż nauka na docelowym oprogramowaniu.
 0  

Polecamy